Joshua Kimmich ponownie jest przymierzany do Barcelony; Hiszpańskie media uważają, że pomocnik nie czuje się szczęśliwy w Bayernie Monachium; Barca może ruszyć po Niemca w letnim okienku w 2024 roku; Xavi wysoko ocenia umiejętności Kimmicha. Katalońskie media znowu grzeją temat ewentualnej przeprowadzki Joshuy Kimmicha do Barcelony. Myślałam, że jest ze mną szczęśliwy, że nic nigdy nas nie rozłączy. Niestety… Po pięciu latach małżeństwa dostałam bardzo wyraźny sygnał, że w naszym związku dzieje się coś złego. Tamtego dnia Michał wrócił z pracy późno, jakiś taki dziwnie poddenerwowany. Nie chciał zjeść kolacji, nie zapytał, jak minął nam Zdradził mnie i odszedł. Zdradził cię i odszedł do innej. W dodatku, wydaje się, że on tego nie żałuje. Nawet cię nie przeprosił. A gdy wpadłaś w szał, to on cię wyzwał. Jesteś w szoku. Najgorsze, że po tym wszystkim co „ci zrobił”, tobie nadal na nim zależy. Tak bardzo przyzwyczaiłaś się do niego, że nie wyobrażasz Jest bardzo atrakcyjną kobietą, więc nie dziwi, że prawie od razu poznała mężczyznę i wyszła za mąż. Próbowała zabrać tam mojego męża, ale spędził tam rok albo dwa i wrócił do domu. Powiedział, że to nie jego kontynent i nie ma lepszego miejsca niż rodzinna wioska. Babcia zmarła zanim pojawiłam się w życiu mojego męża. . Wróżka Ewelina Zdradził mnie i odszedł do innej Zdradził cię i odszedł do innej. W dodatku, wydaje się, że on tego nie żałuje. Nawet cię nie przeprosił. A gdy wpadłaś w szał, to on cię wyzwał. Jesteś w szoku. Najgorsze, że po tym wszystkim co „ci zrobił”, tobie nadal na nim zależy. Tak bardzo przyzwyczaiłaś się do niego, że nie wyobrażasz sobie, że masz teraz żyć sama. Kochasz go i jednocześnie nienawidzisz za to co zrobił. Zabrał ci wszystko na czym ci zależało. Ale jeszcze bardziej nienawidzisz jej. Tej, do której odszedł i która zajęła twoje miejsce. Bo on mi obiecywał, że nigdy mnie nie zostawi Na początku wcale nie chce ci się żyć bez niego. Nic cię nie interesuje, nie cieszy. Masz nadzieję, że może „przejrzy na oczy” i wróci? Przecież mówił, że zawsze będziecie razem, łączy was tyle wspomnień, mieliście tyle planów. Zostawi tamtą, zrozumie, że to tylko ciebie kochał i nadal kocha. Zatęskni za tobą. A wtedy uratujecie wasz związek. Prawda jest taka, że ci co zdradzają i odchodzą, rzadko wracają. Skoro zdradził i odszedł, to oznacza, że jemu nie zależy. Tu nie ma co ratować, a należy zadbać o siebie i o dzieci (jeśli są). Nie skupiać się na swojej krzywdzie, ale na tym jak dalej żyć. Tak mnie to boli, że dłużej już nie wytrzymam Rozstanie i to co on mówi i robi, wzbudzają w tobie wielkie emocje. Co on powiedział, dlaczego tak powiedział? Co on teraz robi? Czy jest szczęśliwy? I jak w ogóle może być szczęśliwy, skoro ty cierpisz. Chciałabyś zapomnieć o nim, przestać myśleć. Bo nie możesz skupić się na niczym innym niż rozmyślaniu o nim i całej tej żałosnej sytuacji. Zła wiadomość. Nie ma tak łatwo. Potrzeba czasu. Dobra wiadomość. Można z tego wyjść. Niektórzy wprawdzie nie wychodzą, pozostają samotni do końca życia i cierpią. Na pewno znasz takich. Widocznie to jest im potrzebne. Ale ty przecież tak nie chcesz? Czasami masz wrażenie, że jest już lepiej, bo są dni w których czujesz, że życie jest fajne. Jednak ten ból nagle powraca. Kiedy więc poznasz, że jest już dobrze, że trauma odeszła i nie powinna wrócić? To proste. Dopóki on cię interesuje, a to co robi wzbudza w tobie emocje- to nie wyszłaś z traumy rozstania. Co mam zrobić, żeby żyć normalnie Są rzeczy, których robić nie powinnaś, bo to tylko pogorszy twój kiepski stan. Są też rzeczy, które warto zrobić, żeby szybciej rozstać się z traumą rozstania. Nigdy, przenigdy nie kontaktuj się z tą kobietą i nie wyrzucaj na nią swojej złości i goryczy. Sprawa dotyczy ciebie i jego. To, że wylejesz na nią „gar pomyj” nic nie da, a sytuacja pomiędzy wami będzie jeszcze bardziej napięta. On się tylko wkurzy na ciebie. Nie opowiadaj wszystkim wokół jaki on jest podły, a ty jaka biedna. Znajdź jedną bliską ci osobę, która da ci wsparcie. Nie oglądaj jego zdjęć, ani wspólnych zdjęć. Najlepiej je podrzeć (rozładowanie emocji) i spalić (ogień oczyszcza). Nie słuchaj smętnych piosenek, ani takich które ci o nim przypominają. Mamy skłonność do pogłębiania takich depresyjnych nastrojów. Muzyka może wzmagać ból i żal, ale może też zadziałać odwrotnie. Słuchaj tej, która poprawi twój nastrój. Najlepiej zupełnie się od niego odciąć. Nie chodź w miejsca w których możesz go spotkać. Powstrzymaj się, żeby do niego nie wydzwaniać, nie pisać. Nawet w sprawach czysto „formalnych”. A jeżeli to on do ciebie dzwoni? Jeśli nie ma nic ważnego do powiedzenia, a gdy go słyszysz to wyzywasz, a złość aż kipi- to przestań odbierać od niego telefony. Powiedz, że jeśli ma ważne sprawy, ma pisać smsy. W pewien sposób zabezpieczy cię to przed ciągłym odnawianiem tych negatywnych emocji. Pobądź sama ze sobą. Poczuj swój ból, gniew. To emocje, które powinnaś wyrzucić. Wypłakać, wykrzyczeć. Najlepiej w samotności. Pewnie nie masz siły i ochoty na nic, ale aktywność fizyczna będzie teraz dobrym rozwiązaniem. Nie rób mu na złość. Umawiasz się z jego najlepszym kolegą? Błąd! Mężczyźni są lojalni względem siebie. Sztuczne epatowanie zaraz po rozstaniu swoim „szczęściem” na pokaz, nie sprawi, że on poczuje zazdrość. Jeżeli cię zostawił, to zwyczajnie go nie interesujesz. Zostawiając to czego już nie chcemy, na czym nam nie zależy, tracimy tym zainteresowanie. To ty się nim interesujesz, to ty czujesz zazdrość. A jego to nie obchodzi. Dlaczego? Bo ma już swoje życie, w którym ciebie nie ma. Jeżeli macie dziecko, to dla dobra dziecka, nie wciągaj go w wasze rozgrywki. Wprawdzie sama poczujesz na chwilę ulgę, ale w ten sposób możesz poważnie skrzywdzić swoje dziecko. Warto? Oczywiście, że nie. Nie porównuj się z tamtą. Owszem, otrzymałaś potężny cios, który ugodził twoje poczucie wartości. Czujesz się gorsza. Pytasz: co ona ma, czego ja nie mam? Oczywiście znajdujesz odpowiedź, która sprawia, że czujesz się gorsza. Zwłaszcza jeśli ta nowa kobieta jest młodsza, ładniejsza i mądrzejsza. Nie staraj się jednak niej upodobnić. Ona nosi szpilki i jest brunetką. Myślisz, że jak przefarbujesz włosy i zamiast wygodnych butów zaczniesz chodzić w szpilkach, to będziesz atrakcyjniejsza? Przede wszystkim nie będziesz sobą. Co będzie jak mi „to” nie przejdzie? Co będzie jeśli będziesz tkwić w przeszłości? Jeżeli mu nie wybaczysz, będziesz go nienawidzić, tkwić w poczuciu skrzywdzenia i odrzucenia? Cóż. Nie ułożysz sobie życia z żadnym innym mężczyzną. Będziesz sama, albo wszystkie relacje, które stworzysz, będą toksyczne. Powtarzaj sobie, że każdy ma prawo się zakochać. Nie mamy wyłączności na drugiego człowieka. Nie można zaplanować życia, zagwarantować sobie miłości do końca życia. Pewnie banalne, ale do miłości trzeba dwojga. Jeżeli on zdradził i odszedł, to prawdopodobnie cię już nie kocha. Czujesz złość, jesteś wściekła i rozgoryczona. Tyle zmarnowanego czasu, może uważasz, że tyle poświęciłaś dla niego. Nie skupiaj się na tym, że żałujesz, że zmarnowałaś czas. Zobacz, że spotkałaś kogoś, kogo pokochałaś, z kim udało ci się stworzyć związek i tyle doświadczyć. Te przeżycia wzbogaciły cię, stałaś się silniejsza. Czy bez niego twoje życie nie byłoby przypadkiem nudniejsze, puste? Doceń to co dostałaś, wszystkie piękne chwile. Jednocześnie powiedz sobie: było, minęło. Wyciągnij wnioski. Ważne jest to co teraz. Każda chwila ma znaczenie, a przyszłość może być piękniejsza. To zależy tylko od ciebie. Ciągle mówisz, że nie potrafisz bez niego żyć? Owszem, potrafisz, skoro żyjesz. Odszedł do innej. Trudno. Masz swoje życie. Zrób wszystko byś umiała być sama ze sobą. Żyj dalej jak umiesz najlepiej. Bez żadnych skrajności, czyli rzucania się w wir rozrywek, ale też bez zamykania się w czterech ścianach. W końcu przestanie ci zależeć. On przestanie cię interesować. To co robi, co myśli. Będą dni, że w ogóle o nim nie pomyślisz. A to co zrobił przestanie wzbudzać w tobie jakiekolwiek emocje. I dopiero wtedy zamkniesz rozdział „przeszłość”. Wtedy dopiero zaczniesz nowe życie. Sama albo z kimś innym. Ostatnio dodane artykuły przez: Wróżka Ewelina fot. Adobe Stock, kieferpix Pani Jolanta Krysicka? – usłyszałam, ledwo odebrałam połączenie; głos był suchy i oficjalny. – Proszę jak najszybciej przyjechać do szpitala na ulicy Banacha. Pani mąż miał wypadek. I tyle. Cały komunikat. Niczego więcej nie udało mi się dowiedzieć. Jaki wypadek? Gdzie? W jakim jest stanie? Głupie babsko po drugiej stronie po prostu się rozłączyło. Spojrzałam z niechęcią na telefon, jakby on mógł mi udzielić jakiejkolwiek informacji. Potem otworzyłam swój kalendarz w komputerze i westchnęłam. Czekały mnie jeszcze dwa ważne spotkania i kilka maili do napisania. Przez chwilę się wahałam. Ostatecznie Mikołaj jest pod dobrą opieką i nic mu nie pomogę sterczeniem na korytarzu… Z drugiej strony, skoro do mnie zadzwonili, to chyba sprawa jest poważna. W końcu podjęłam decyzję. – Agato, odwołaj, proszę, wszystkie moje dzisiejsze spotkania. Muszę jechać do szpitala – oznajmiłam zdumionej sekretarce. – Jutro pani będzie? Agata wiedziała, że nie ma sensu pytać, co się stało. Nie zwykłam mieszać spraw prywatnych z życiem zawodowym. – Oczywiście – odpowiedziałam bez żadnych złych przeczuć. Droga do szpitala zajęła mi niecałe pół godziny, ulice były praktycznie puste. Pomyślałam, że już dawno nie widziałam miasta w zwykły dzień w południe. Zazwyczaj o tej porze byłam w pracy albo w delegacji. Na dole zaczepiłam pielęgniarkę w izbie przyjęć. – Szukam męża Mikołaj K.? – wydawała się w pierwszej chwili zupełnie nie kojarzyć, o kogo chodzi, ale po zerknięciu do komputera jej twarz się zmieniła. – Ach, no tak. Drugie piętro, OIOM – powiedziała, posyłając mi dziwne spojrzenie. – Ale nie wiem, czy… – Dziękuję – rzuciłam. Na drugim piętrze zabłądziłam zaledwie trzy razy. Kiedy znalazłam odpowiedni oddział, zatrzymały mnie mleczne drzwi, zamknięte na głucho. Po raz pierwszy poczułam strach – Tam nie można wchodzić – młoda pielęgniarka chciała mnie wyminąć. – Przepraszam, mój mąż tam leży, przywieziono go dzisiaj, podobno miał wypadek – wyjaśniłam szybko. – Czy mogłaby pani się czegoś dowiedzieć? Mikołaj Krysicki. Pół godziny później wyszedł do mnie lekarz. Bez zbędnych ozdobników w postaci powitania zaprosił mnie do dyżurki. – Pani mąż jest nieprzytomny – oznajmił mi. – Robimy, co w naszej mocy, ale nie mogę powiedzieć pani nic więcej. – Ale co się stało?! Po godzinie spędzonej w szpitalu moje opanowanie, z którego zawsze byłam taka dumna, chwiało się w posadach. – Nikt pani nie powiedział? – mężczyzna spojrzał na mnie bystro, a potem westchnął, kiedy pokręciłam głową. – Pani mąż próbował popełnić samobójstwo. – Co takiego?! – nie wiem, czy to powiedziałam, czy tylko pomyślałam; chwilę później poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod stóp. Ocknęłam się na kanapie w dyżurce. Obok mnie stała pielęgniarka i robiła mi jakiś zastrzyk. O coś mnie pytała, ale tylko potrząsnęłam głową na znak, że czuję się już dobrze. Mikołaj próbował popełnić samobójstwo. Mój mąż, którego znałam tyle lat, targnął się na swoje życie. A ja zupełnie nie wiedziałam dlaczego. Poznaliśmy się na jakiejś studenckiej imprezie, którą polibuda organizowała wspólnie z uniwerkiem. Mikołaj studiował architekturę, ja kończyłam ekonomię. Wpadł mi w oko od razu. Wysoki, przystojny blondyn o zniewalającym uśmiechu i szczerym, zaraźliwym śmiechu. Kosztowało mnie trochę zachodu, by znaleźć się w jego otoczeniu, ale kiedy już mnie zauważył, poszło błyskawicznie. Zaczęliśmy się spotykać i to była całkowicie zwyczajna historia. Miłość, obrona dyplomów, ślub i urządzanie wspólnego życia. Mieliśmy przy tym masę szczęścia, bo Mikołaj dostał się do pracy do renomowanej pracowni architektonicznej, a ja niedługo po dyplomie załapałam się na staż w dużej firmie doradczej. Dodatkowo odziedziczyłam w rodzinnym mieście mieszkanie po babci. Jego sprzedaż dała nam wkład własny na mieszkanie w Warszawie. Oczywiście na resztę musieliśmy wziąć kredyt, ale nasze zarobki nawet tuż po studiach były wystarczająco wysokie, żebyśmy nie musieli się martwić o spłacanie rat. Wybraliśmy ładny, obszerny apartament w nowo budowanym bloku i cieszyliśmy się życiem. Dlaczego więc wszystko nagle się posypało? I to tak bardzo, że mój mąż postanowił uciec w śmierć? Żadnych dzieci, rozumiesz? Mam na to jeszcze czas! Mikołaj był zdolny, dużo pracował i świetnie zarabiał. Już na studiach zatrudnił go u siebie jeden z profesorów, który wróżył mu wielką karierę. Projekty męża były naprawdę świetne. Uwielbiał swój zawód, chociaż czasami… – Wiesz, mam już dość robienia tych wtórnych, wciąż takich samych projektów rezydencji – westchnął kiedyś. – Ci wszyscy bogacze, którym wydaje się, że są tacy oryginalni, to w gruncie rzeczy takie same pustaki. – Tym lepiej, Miśku – wzruszyłam ramionami. – Masz mniej pracy. – A może… – pociągnął mnie do siebie i posadził sobie na kolanach. – Może potrzebujemy trochę odmiany? Może powinniśmy pomyśleć o dzieciach? – Daj spokój – żachnęłam się. – Mamy jeszcze czas, poza tym to nie jest dobry moment. Ja również dobrze wykorzystałam szansę, którą otrzymałam w firmie. Nie ukrywam, że miałam też trochę szczęścia. Po stażu dostałam się do wymarzonego działu, w którym dziewczyny, jedna po drugiej, zachodziły w ciążę. Zastępowałam je, a że byłam dobra i błyskawicznie się uczyłam – awansowałam. W końcu dotarłam prawie na sam szczyt. Zostałam dyrektorem finansowym. Nade mną był już tylko prezes. – Pani Jolu – słyszałam często od zwierzchników – jest pani prawdziwym skarbem. Na pani zawsze można polegać. Nie mogłam zawieść swoich szefów, zwłaszcza że doskonale płacili, a pieniądze były nam potrzebne. Przyzwyczailiśmy się do luksusowego stylu życia. Zmieniliśmy mieszkanie na większe, w lepszej, bardziej prestiżowej lokalizacji. Mieliśmy panią do sprzątania, obiady jadaliśmy na mieście, a wolny czas spędzaliśmy albo na zagranicznych wyjazdach, albo w ekskluzywnych hotelach ze spa. A to wszystko kosztowało. Nie chciałam tego stracić, a nie czułam się w firmie jeszcze tak pewnie, by pozwolić sobie na długą nieobecność. Każdego dnia czułam na karku oddech młodszych, zdeterminowanych i coraz bardziej bezwzględnych wilczków. Sprawę dziecka Mikołaj podnosił często aż do momentu, kiedy wybrał sobie na to wyjątkowo niesprzyjające okoliczności. – Daj mi święty spokój! – wrzasnęłam, wyładowując na nim swoje frustracje z całego dnia. – Nie jestem krową rozpłodową, żeby skupiać się na dzieciach! Mam dopiero trzydzieści cztery lata i karierę przed sobą! Chcesz pracować na własny rachunek? – Za chwilę może być za późno – odpowiedział mi wtedy. – A ja nie chcę biegać na wywiadówki jako dziadek. – Jakie za późno, o czym ty mówisz? Teraz kobiety decydują się na dziecko w okolicach czterdziestki i są zadowolone – obruszyłam się. – Ale ja chcę mieć więcej dzieci – oświadczył mi twardym tonem. – Nie tylko jedno. Przestraszył mnie wtedy. W jego wzroku, w jego głosie było coś takiego… Do tej pory w zasadzie we wszystkim się zgadzaliśmy. Kłóciliśmy się rzadko, najczęściej o drobiazgi. W sprawach istotnych zawsze mieliśmy wspólne stanowisko. Teraz zaczęłam się zastanawiać, czy to aby na pewno było wspólne stanowisko. A może tylko moje, Mikołaj zaś zgadzał się ze mną dla świętego spokoju? Po tamtej sprzeczce w naszym małżeństwie pierwszy raz pojawiły się ciche dni. To znaczy, rozmawialiśmy, ale był między nami wyczuwalny dystans. Po tygodniu życie wróciło do normy, ale o dzieciach już nikt nie wspominał. Mniej więcej w tym samym czasie szefowie Mikołaja postanowili wziąć udział w jakimś prestiżowym konkursie i mój mąż strasznie się do tego zapalił. Każdy z architektów mógł przedstawić swój projekt, a szefowie potem mieli wybrać najlepszy. Mikołaj pracował jak szalony, opowiadał mi o swoich wizjach, pokazywał szkice, a ja słuchałam go z przyjemnością. Przypominał mi chłopaka, w którym się zakochałam. W jego wzroku był znowu ogień, a jego śmiech zarażał. Widziałam jego projekt, był świetny. Szefowie też tak uważali. Kiedy Mikołaj oznajmił mi, że wybrali jego dzieło, trzymałam mocno kciuki, żeby wygrali. Niestety nie udało się. Zajęli trzecie miejsce. Mikołaj był zdruzgotany. – Gdyby moi inteligentni inaczej szefowie nie wprowadzili poprawek, wygraną mielibyśmy w kieszeni – powiedział rozgoryczony. – Nie możesz być tego pewny – zaoponowałam ostrożnie. – Mogę – westchnął. – Po ogłoszeniu wyników rozmawiałem z jednym z jurorów i pokazałem mu pierwotne rysunki. Tylko pokręcił głową… – sięgnął po butelkę i nalał sobie kolejną szklaneczkę whisky. – Powiedział, że te zmiany całkowicie odebrały ducha mojemu projektowi. – Będzie następny konkurs, Misiu… – Chcę od nich odejść i pracować na własny rachunek – oświadczył nagle, jakby nie słyszał tego, co powiedziałam. – Nie możesz tego zrobić – zaprotestowałam. Przez moją głowę natychmiast przemknęły wizje niespłaconych rat kredytu, konieczności zaciskania pasa i oszczędzania na wszystkim. – Tu masz pewną, i to wysoką pensję, a że szefowie są tacy, jacy są… – wzruszyłam ramionami. – Wszędzie będzie tak samo. – Dlatego chcę pracować dla siebie – powiedział z uporem Mikołaj. – Wstrzymaj się jeszcze chwilę, przemyśl to, zastanów się – tłumaczyłam, drżąc wewnątrz ze strachu, że już złożył wypowiedzenie i w zasadzie nie ma o czym mówić. Na szczęście udało mi się wybić mu ten pomysł z głowy. Wracał wprawdzie jeszcze kilka razy do tematu, ale nie na darmo byłam ekonomistką z wykształcenia. Spokojnie i rzeczowo przedstawiłam mu wyliczenia, z których jasno wynikało, że nie stać nas na brak jego zarobków przez dłuższy czas, nie wspominając już o kosztach założenia firmy, wynajęcia pracowni i tak dalej. Na otarcie łez kupiłam mu motocykl na czterdzieste urodziny. Ucieszył się bardzo. A dwa tygodnie później – próbował powiesić się na budowie, którą nadzorowała jego firma. W szpitalu na mój widok odwrócił się do ściany – Dobrze się pani czuje? – jakby z oddalenia dotarł do mnie głos pielęgniarki. – Dlaczego on to zrobił? – zapytałam. – Musiał być bardzo nieszczęśliwy – odpowiedziała tylko i spojrzała na mnie ze współczuciem, a potem orzekła, że mogę iść do domu. Resztę dnia i całą noc spędziłam jak w odrętwieniu. Nasze piękne, wysprzątane i idealnie urządzone mieszkanie jeszcze nigdy nie wydawało mi się tak puste i obce. I takie ciche. Siedziałam na skórzanej kanapie, przede mną na stoliku, który sprowadziliśmy prosto z Włoch, stała filiżanka z zimną kawą, a mnie ciągle w głowie obracało się tylko to jedno pytanie: „Dlaczego?”. Nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziłam się nad ranem, skostniała z zimna. Śniło mi się coś koszmarnego, nie pamiętałam co. Wstałam z trudem. Od niewygodnej pozycji bolały mnie plecy. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, co się stało. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero piąta rano. Miałam mnóstwo czasu, żeby dojechać do pracy… Pod prysznicem dotarło do mnie, że do żadnej pracy się nie nadaję. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie rzekomo najważniejszych spraw, którymi jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu zaprzątałam sobie głowę. Tuż przed ósmą zadzwoniłam do szefa i poprosiłam o kilka dni urlopu. Nawet jeżeli był zaskoczony moją prośbą, nie dał tego po sobie poznać. W szpitalu byłam już o dziewiątej. – Odwiedziny są od trzynastej – burknęła na mój widok niemiła pielęgniarka. Na szczęście zauważył mnie lekarz. Gestem zaprosił do dyżurki. – Pani mąż odzyskał przytomność. Jest jeszcze bardzo słaby, tylko… – zawiesił głos. – Unika kontaktu. Nie chce z nikim rozmawiać. Po południu przyjdzie psycholog szpitalny, ale jeżeli pani by mogła… Wie pani – lekarz zdjął okulary i potarł dłonią zmęczone oczy. – Ja wyznaję zasadę, że nie można wyleczyć człowieka wbrew jemu samemu. Jeżeli chory nie chce wyzdrowieć, to nikt mu nie pomoże. Skinęłam głową. Niczego bardziej nie chciałam niż spotkania z Mikołajem. Zawahałam się przed drzwiami. Nagle ogarnął mnie lęk. A jeżeli mój mąż ze mną też nie będzie chciał rozmawiać? Weszłam cichutko do środka. Na widok Mikołaja, prawie całego w bieli, z rurkami wychodzącymi z jego ciała, poczułam się słabo. Z wysiłkiem przywołałam na twarz uśmiech i podeszłam do łóżka. – Cześć – szepnęłam. Na dźwięk mojego głosu uniósł powieki. Jego oczy były puste i pozbawione blasku. Nic nie powiedział, a po chwili odwrócił wzrok. – Jak się czujesz? – wiem, że to było idiotyczne pytanie, ale nic innego nie przyszło mi w tamtej chwili do głowy. – Idź do domu – wychrypiał. Głos, który wydobył się z jego gardła, w niczym nie przypominał głosu mojego męża. – Ale ja… – chciałam zaprotestować. – Nie – to jedno ostre słowo przerwało mój niepewny protest. Nie wyszłam od razu. Spędziłam w jego izolatce jeszcze z godzinę, na wszelkie sposoby próbując nawiązać z nim kontakt. Nie udało mi się. Mikołaj odwrócił głowę do ściany i zamknął oczy. Wyprosiły mnie pielęgniarki. Na szpitalnym korytarzu poczekałam na psychologa. – Pani mąż nie chce z nikim rozmawiać – westchnęła sympatyczna, zmęczona kobieta w średnim wieku. – To może być depresja, ale równie dobrze może być coś innego. Nie postawię diagnozy bez badań. – Nic z tego nie rozumiem – poczułam, jak pod powiekami czają mi się zdradzieckie łzy. – To nie jest łatwa sytuacja dla nikogo – kobieta delikatnie położyła mi dłoń na ramieniu. – Jeżeli mogę coś sugerować… – zawahała się, a ja kiwnęłam głową. – Może niech pani również pomyśli o terapii. Wygląda na to, że w końcu znalazł powód do życia Nie takiej rady oczekiwałam. Myślałam, że psycholożka – w końcu fachowiec – tu i teraz, na tych szpitalnych schodach powie mi, co popchnęło mojego męża do takiego kroku. Mętne odpowiedzi mnie nie satysfakcjonowały. Uczepiłam się więc tego jednego konkretnego słowa. Depresja. Tak, to mogłoby być wytłumaczenie. Ale nadal nie wiedziałam dlaczego. Następne dni spędziłam, na przemian siedząc przy łóżku milczącego Mikołaja – i poszukując informacji o depresji, a także najlepszych terapeutów w mieście. Mikołaj mógł wyjść ze szpitala dopiero po miesiącu. Zdążyłam już dojść do siebie. Zadowolona i rozświergolona pojechałam po niego i zawiozłam do domu. Znalazłam świetnego lekarza, który podjął się terapii Mikołaja. Załatwiłam w jego pracy dłuższy urlop, przygotowałam jego ulubione dania na obiad. Myślałam, że teraz już wszystko będzie tak jak dawniej. Nic z tego… – Chcę rozwodu – to były pierwsze słowa, które do mnie powiedział po powrocie. Zamarłam z pokrywką garnka w dłoni. – Jolu – spojrzał na mnie z głębokim smutkiem w oczach. – Miałem bardzo dużo czasu na myślenie. Ja już nie mogę tak żyć. Kochałem cię i chciałem, żebyś była szczęśliwa, ale ja nie jestem. I wtedy, miesiąc temu, tamtego dnia… – zawahał się. – Poczułem, że już tak dalej nie mogę. Nie chcę. Nagle wydało mi się, że jeżeli zniknę, jeżeli się rozpłynę, jeżeli mnie już tu nie będzie, to… no, że to będzie najlepsze wyjście dla wszystkich. Nie wiem, co mnie opętało. Po prostu chciałem się uwolnić. I gdyby nie zwykły przypadek, już by mnie tu nie było – uśmiechnął się krzywo. – Cii… – szepnęłam – terapeuta… – Nie będę chodził na terapię – był zdecydowany. – Nigdy w życiu nie zrobię już czegoś podobnego. Możesz się nie obawiać – dodał gorzko. – Jestem zbyt wielkim tchórzem. Jednak to, co mnie do tego popchnęło, nie zmieniło się. Moje życie, nasze życie… jest puste. Nie chcę już tak. Nie chcę robić kolejnych sztampowych projektów, nie chcę wracać do pustego, cichego i sterylnego domu, rzygam też pięciogwiazdkowymi hotelami, które są dokładnie takie same. Pragnę mieć normalne życie, Jolu. Chcę widzieć sens w tym, co robię. – Kryzys wieku średniego… – Nazywaj to, jak chcesz – westchnął. – Ale ja naprawdę nie mogę. Wyprowadził się jeszcze tego samego wieczoru Wiele razy próbowałam z nim rozmawiać i wpłynąć na jego decyzję. Nie udało mi się. Pół roku później byliśmy już po rozwodzie. To było dwa lata temu. Od znajomych dowiedziałam się, że odszedł z pracy i założył własną firmę. Razem z kumplem ze studiów prowadzą biuro projektowe i podobno są nieźli. Ostatnio, na początku zimy, widziałam Mikołaja w parku. Wyglądał świetnie, pchał przed sobą wózek dziecięcy i śmiał się głośno, zaraźliwie z czegoś, co opowiadała mu młoda, niepozorna kobieta uczepiona jego ramienia. Chyba był szczęśliwy… Chwilę szłam za nimi, potem skręciłam w bok. Uciekłam. Co u mnie? No cóż, prezes finansowy przechodzi na emeryturę, a ja właśnie otrzymałam propozycję objęcia jego stanowiska. Mogę powiedzieć, że osiągnęłam swój cel. Tylko dlaczego to wcale mnie nie cieszy? Czytaj także:„Mój mąż dawno nie żył, ale ja ciągle udawałam, że co rano piję z nim kawę. Każdy kąt był naznaczony żałobą”„Ukrywam się w jeansach nawet w upał. Wstydzę się, bo kiedyś ciągle słyszałam od ortopedów, że mam krzywe nogi”„Teściowa oszalała. Mówiła, że na starość nie ma czasu testować jednego adoratora przez kilka lat, dlatego testuje kilku naraz” Każdą wolną chwilę ubiegłego tygodnia, spędzałam nad stworzeniem pewnego przystojniaka. Mówią na niego Chudy, a " po ichniemu " nazywa się Woody i jest głównym bohaterem filmu Toy Story. Pewna dziewczynka, zapragnęła takiego posiadać, a ja postanowiłam to marzenie spełnić, nie pytajcie kto, co i dlaczego. Bo tak i już ! Oto moja wersja Chudego. Uprzedzam - sporo zdjęć, bo nie mogłam się zdecydować, a gdyby ktoś czasem chciał coś podpatrzeć, to będzie łatwiej :) Z danych technicznych - wzrost 38 cm, wełna Kotek i Yarn Art Jeans, wszystkie stawy ruchome, dłonie posiadają po 5 palców. W mojej wersji, chłopak dorobił się prawdziwych guziczków w koszuli, a nie takich dziewczyńskich kuleczek na nóżce :) A tu zdjęcie, na którym się wzorowałam. Jak oceniacie moją pracę, może być ? Podobieństwo zostało uchwycone ? Woody już sobie podszedł do nowej właścicielki, która aż piszczała z radości i to jest najcenniejsze :) Gorąco witam Nowe Obserwatorki :) Wszystkich pozdrawiam cieplutko i do zaś :) Ps. Nadal zapraszam do mojego CANDY :) 30 sierpnia 2006 at 16:21 Jak radzicie sobie z tkimi sytuacjami? Ja włażnie przechodzę przez wszystkie „formalnożci” po rozstaniu, oddawanie i odbieranie rzeczy… itp. Najbardziej żałuję, że nie miałam okazji zobaczyć z kim przegrałam. Przecież niczego mi nie brakuje… dobrze wyglądam, jestem inteligentna, wesoła, pozytywnie nastawiona do żwiata… Między nami wszystko układało się ok… Skąd więc taka sytuacja? Jakie macie z tym dożwiadczenia? FigaKeymaster Tematów: 61Odp.: 910Zasłużony Myżlę, że to nie tak należy traktować sprawę. Zbyt mocno oceniasz. Po prostu tak się stało, ale czy przegrałaż czy wygrałaż to odpowiesz sobie na to pytanie za kilkanażcie lat. Nie wiem czy pomógł by fakt, że zobaczyłabyż nową kobietę byłego. Ja pamiętam z własnych dożwiadczeń, kiedy rozeszłam się z kimż i na nowo ułożyłam sobie życie, to w sytuacji kiedy zobaczyłam nową kobietę byłego to coż tam mi skakało w żrodku, jakaż kobieca zazdrożć. Być może masz rację, ale przez chwilępo tym jak się dowiedziałam, czułam się gorsza… jakiż musiał być tego powód. OlgusMember Tematów: 20Odp.: 1262Maniak Smiorniczka, to normalne odczucia w takiej sytuacji. Kobieta zadaje sobie pytanie- „co takiego ma ona, czego nie mam ja?” Ale spróbuj tak siebie nie krzywdzić i nie myżleć w ten sposób… Rozumiem, że to bardzo trudne, bo takie myżli trudno opanować, ale można próbować. To nieprawda, że jesteż gorsza. Może to facet nie jest Ciebie wart. Trzymaj się cieplutko… 31 października 2006 at 11:01 RoxanaMember Tematów: 1Odp.: 145Zapaleniec Smiorniczka nie ma co sobie juz teraz tym glowe zaprzatac, bo to nie ma znaczenia. Ta kobieta wcale nie musial byc lepsza, fajniejsza madrzejsza moze jest inna poprostu. I wcale sie nie dziwie jak bedzie brzydsza od Ciebie. Ale tak juz w tym zyciu jest, ze jest super wszytsko az tu nagle jakis cios w samo serce. nawet nie wiesz dlaczego. Nie pozostaje CI nic innego jak zamknac ten rodzial zycia. Wziasc sie za sibie tj. kupic sobie cos fajnego, wyskoczyc gdzies z kumpela. Zrobic cos dla siebie. wiem ze latwo sie pisze ale nieraz trzeba sprobowac bo wart…..Zycze wszytskiego dobrego i mam nadzieje ze wszytko sie ulozy dobrze i z pozytywnym skutkiem dla Ciebie. 3mam kciuki…Dasz rade 2 listopada 2006 at 22:09 AndQMember Tematów: 11Odp.: 163Zapaleniec Wiecie co? ja odszedlem od zony chcąc być przy zonie innego. Paranoja….i chyba skurwysynstwo mocne. Nie mam gwarancji ze będą z nią. Jest to moje pobożne życzenie. Mysle ze moja ukochana chcąc chronić dziecko nie zdecyduje się na rozstanie z mężem…..coraz częsciej tak mysle i się boję…. 3 listopada 2006 at 16:16 AfeniiMember Tematów: 0Odp.: 14Bywalec Mówisz że w tej sytuacji najlepiej kupić sobie ciuch…..itak dalej ale to nie pomaga i nadal boli .I nadal zaadajesz pytanie dlaczego i taa bezradnożć. 6 listopada 2006 at 09:57 GreeneyeMember Tematów: 1Odp.: 72Stały bywalec Jak powyzje napisano, najprawdopodobniej bedziez brzydsza. A czemu? Bo byla inna, brzmi banalnie ale i koniety i mezczyzni szukaja innosci. Maja blondyne, beda szukac rudej, gdy Twoj facet jest niski bedziezs mysle, jak by to bylo z takim 1,9 metra. To odwieczny klopot zwiazkow miedzyludzkich. Pozdrawiam

odszedł do innej i jest szczęśliwy